… i inne bajki z mchu i paproci…
Nie uznajemy części obyczajów obowiązujących w branży, tych które nie przystają do modus operandi naszej firmy a będących reliktem dawno (i slusznie) – minionych czasów. Działanie na własną szkodę jest nam obce…

1. nie prowadzimy kampanii „last minute”:
Informujemy iż nie uznajemy części obyczajów obowiązujących w branży (a wprowadzonych przed laty przez światłych imperialistów z zachodu) – większość z nich nie przystaje do modus operandi naszej firmy a część jest reliktem dawno (i slusznie) – minionych czasów.
Jesteśmy firmą niezależną i sami decydujemy co jest dobre dla naszej działalności – działanie na własną szkodę jest nam obce a jeśli decydenci innych firm nie potrafią zarządzać ich zasobami i uprawiają samobójcze praktyki – to ich problem…

Instytucja „last minute” jest właśnie takim dinozaurem – wynikiem braku umiejętności prawidłowego negocjowania relacji z właścicielami posesji na których instalowane są billboardy.

2. nie prowadzimy kampanii z przerywaną ekspozycją: 
Oto najbardziej klasyczny przykład z tego zabawnego cyklu:

Na przykład Klient do nas pisze:
„Na początek chcielibyśmy dwa razy na dwa tygodnie z dwu tygodniową przerwą między nimi -> np. 14 dni wisi nasza reklama -> 14 dni przerwy -> 14 dni wisi nasza reklama”.
Określenie „Na początek…” jest z kolei techniką negocjacyjną mającą na celu zmiękczenie rozmówcy wizją profitów z przyszłej współpracy. Jako rzecz oczywista – nieskuteczną…

Inny z klientów z kolei pisze tak:
„Chcemy zamówić trzy odsłony swojej kampanii – w trzech kolejnych miesiącach ale po dwa ostatnie tygodnie każdego miesiąca…”
Po zbieżności koncepcji widać iż patent ten kolportowany jest wśród klientów naszej branży jako sposób na przechytrzenie operatora nośników.
Oczywiście osoby te liczą że w międzyczasie nie będzie nam się chciało zakleić ich poprzedniej kampanii – wszystko ma się dokonać na jednym zestawie plakatów… 🙂

Taki wybieg służyć ma uzyskaniu długiej kampanii za połowę ceny czyli realizacji interesu tych przebiegłych (w swoim mniemaniu) negocjatorów – jest tylko jedno „ale”: dokonać się ma to na nasz koszt. Oczekiwania takie dowodzą wygórowanej samooceny, głębokiego zadufania i nieuzasadnionego przekonania o własnej, wysokiej inteligencji ze strony osób składających takie zapytania – a niestety – świadczą przede wszystkim o ich nieczystych intencjach.

Taką egoistyczną motywację znakomicie rozumiemy ale się na to nie zgadzamy – nie jesteśmy zainteresowani współpracą z naciągaczami: nie można bowiem poważać kogoś kto na samym wstępie traktuje swojego rozmówcę jak przygłupa i sygnalizuje iż chce go oszukać. Sugerujemy szklankę zimnej wody i takim klientom mówimy:
Hasta La Vista, Baby… 🙂

Zainteresowanych informujemy iż natychmiast po zakończeniu każdej kampanii (i każdej jej edycji) zawsze zaklejamy nieaktualne już plakaty (nieopłacane przez klienta). Używamy do tego naszych autopromocyjnych plakatów które zawsze widnieją tam aż do następnej, opłaconej przez klienta kampanii…
Po prostu – w odróżnieniu od większości naszych konkurentów – nie zajmujemy się reklamowaniem klientów którzy nie płacą nam czynszu. Jak logika nakazuje – na niewynajętych (wolnych) nośnikach promujemy własną działalność.

Pracujemy w tej branży od 1994 roku i różnych cudaków już widzieliśmy… 🙂
Mirosław Parejko